2 listopada do azylu trafił paroletni kocurek, przyniesiony do weterynarza przez panią, która postanowiła uśpić zwierzaka, bo nie stać już było jej na dokarmianie go. Weterynarz zadzwonił do nas, a my... co można zrobić w takiej sytuacji? Kocurek został przyjęty pod opiekę Stowarzyszenia. Natychmiast został też wykastrowany.
Ma parę lat i jeszcze nie wie, co sądzić o zmianie swojego losu, chociaż zdecydowanie docenia pełną miseczkę i towarzystwo człowieka. Obserwuje na razie wszystko i wszystkich dookoła i zastanawia się nad tym, co go spotkało. Jeszcze chyba nie do końca rozumie, że skończyło się już marznięcie, a rozpoczęła Epoka Pełnego Brzuszka.
Zbieżność imienia z pewnym bardzo znanym śpiewakiem operowym całkowicie zamierzona :)