Blog Fundacji Miaukot Telefony:606 690 222 lub 609 834 036 65279 Adres mailowy:fundacja.miaukot@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu

Kot+choinka=problem

Było już o sprowadzaniu zwierząt do rangi bożonarodzeniowego prezentu, teraz nadszedł czas, by przypomnieć o zasadach bezpieczeństwa obowiązujących w domu już zakoconym.

Choinki sztuczne:
zjedzone przez koty igiełki mogą sprawić, że dla ulubieńca będą to ostatnie święta...

Choinki prawdziwe:
futro posklejane żywicą,
wywalona z donicy ziemia/piasek/inne,
 zatrucie spowodowane podskubywaniem drzewka


Niebezpieczne ozdoby choinkowe:

 
szklane - kot może bombkę ugryźć albo najeść się szkła z ozdoby, która spadła - sama lub z kocią pomocą,
lameta/włosy anielskie - czyli jak przysporzyć kotu niesamowitego cierpienia i w efekcie przeprowadzić na tamten świat...
wata - w charakterze sztucznego śnieżnego puchu okrywajacego gałązki użyta...
łańcuchy - jak wyżej, plus możliwość uduszenia zwierza, który się w nie zaplącze,
światełka choinkowe: porażenie prądem w razie przegryzienia kabla, konsumpcja żarówek (LED to też szkło, podobnie jak modne ostatnio choinki światłowodowe), pożar.

Połknięcie nitki (zwykłej/dentystycznej/oplatającej rolady/itp.) czy anielskich włosów w najlepszym wypadku może skończyć się niedrożnością jelit. Inne konsekwencje opisane są poniżej.

Jako osoba, która ma do czynienia z kotami od zaledwie czterech lat, wiem jedno: próbując wykluczyć różne niebezpieczeństwa czyhające na pupila w domu, nauczyłam się jednego: nigdy już nie powiem, że coś jest dla kota niemożliwe... Nie zrzucajmy na zwierzęta odpowiedzialności za to, że nie radzą sobie ze szkłem, prądem i plastikiem.
Wciągnęliśmy je do naszego świata, często ratując im życie  - zadbajmy o ich bezpieczeństwo.

Nie śmiem prosić nikogo, by rezygnował ze świątecznych symboli. Sama zresztą również mam choinkę. Żywą. Zawieszę słomiane ozdóbki i lampki. Jeśli zauważę nadmierne zainteresowanie kociastych  - wprowadzę niezbędne korekty (z wyprowadzeniem drzewka do rodziców włącznie).

Apeluję jedynie o czujność i przezorność...

Niżej przytaczam wypowiedzi osób, które przeżyły świąteczny dramat:

"Już pisałam w kilku wątkach, mój kocurek Oskar (już za TM) zjadł nam kiedyś półmetrowy łańcuch, wymiotował przez dwa tygodnie, nie wiedzieliśmy o co chodzi, weci przeglądali go na wszystkie możliwe sposoby, RTG z kontrastem nie wykazał żadnych ciał obcych, dopiero po jakimś czasie w kupie znalazłam 10cm łańcucha (już nie ze srebrnej a z niebieskiej folii) w końcu wiedzieliśmy co jest grane, zaczynaliśmy rozważać otwieranie kota, ale któregoś dnia Oskar zwymiotował wielki kłębek folii. Zachłystnął się przy tym co prawda kwasami żołądkowymi i musieliśmy później leczyć płucka, ale na szczęście łańcuch wylazł. Trwało to około 3 tygodni w sumie. Potem jeszcze parę razy znajdowałam małe kawałki w kupce."

"W drodze do weta wyszło tyłem kawałek włosa anielskiego,w końcu wiedzielismy co jest...
Wet pow,że trzeba otwierać,ale...
to już 3 tygodnie i małe są szanse na to aby w srodku narządy były ok.
Nie mogę pisac
Kazał go zostawić...
maja go w 2 operować o 23.30 ok 1 w nocy zadzwoni mi i powie czy przezył,czy ma wszystko ok np,nie jest znity żołądek ...czy Go beda usypiać czy nie...Wet pow,że można Go nie otwierać i czekać aż ta reszta sama wyjdzie,ale niewiadomo jak tam narządy to 3 tyg trwa i wyniki padały na trzustke itd
Więc nawet jeżeli wyjdzie nie ma gwarancji że kot bedzie dalej zył.
teraz sama sięzastanawiam czy dobrze zrobiłam że zgodziłam się na tą operację...
Pow,że nawet jeżeli to wyciagna to bardziej się martwi o jelita,które u kota są ciensze niż u myszki...a włos anielski jest ostry.
Ze nitka i włos to najgorsze ciało obce jakie kot może połknac.
Jelita są skrętne u kota i muszą Go nacinać w 5 msc.
Ze ma nadzieję że nie zgnił żołądek przez ten czas...Od włosów anielskich które przez 3 tyg zalegały w przełyku,jelitach...
zgniły,
wpiekły się w skrętne jelita
...nie beda go wybudzać z narkozy bo i tak nie przezyje....
Włos wrosł w jezyk,przewod pokarmowy jeliat

nie moge pisac"

"Czytam ten wątek i chce mi się płakać, bo przypomina mi się mój Shogunio, który odszedł w te wakacje po 7 letnim życiu z nami...  Wyjechaliśmy na wakacje, opiekowali się Nim rodzice mojego TŻ. Całe swoje 7-letnie życie był wzorowo zdrowym, bialutkim, słodkim kocurkiem, i nagle zaczął być osowiały, przestał jeść, leżał w jednym miejscu. Weterynarz, spytany o przyczynę jego zachowania (nie ogladał Go wtedy) powiedział, żę przyczyną może być tęskonota za nami... Po dwóch dniach, gdy poszli z nim do weta okazało się, że ma ciało obce w jelitach, ale jest w już takim stanie, że nie wiadomo czy przeżyje operację. Rozmawiałam z wetem przez telefon - będąc za granicą - powiedziałam, że nawet jeśli jest 1% szansy to niech operują... Lekarz mu dawał 3-5%... Nie przeżył...Nie mogłam nic zrobić..... Czułam ogromną bezradność i poczucie winy,że nie byłam przy Nim na miejscu - przecież od razu (a nie po dwóch dniach) wiedziałabym, że coś jest nie tak... Może bym Go uratowała.....
W czasie operacji wyjęli to obce ciało - które okazało się orzechem laskowym w łupince, dlatego soki trawienne w żołądku nie mogły sobie z nim poradzić. Niesamowite jest to że takie orzechy mieliśmy w domu 2 lata temu na święta i mniej więcej tyle ten orzech musiał leżeć Shoguniowi w brzuszku, co potwierdził wygłąd łupinki, mocno "nadgryziony" przez kwasy żołądkowe. W pewnym momencie przesunął się do jelit i utknął... Pech chciał, że nas wtedy przy Nim nie było. Nie mamy pojęcia ja On go połknął..."


"wlasnie moja kotka od dwoch miesiecy zaczela powaznie chorowac zaczelo sie od wymiotow i braku apetytu oraz od zaparcia czyli zero kupek
zaczela niesamowicie tracic na wadze i to w powalajacym tempie
miala robione wszystkie badania usg ,rendgen ,morfologia wszystkie badania co mozliwe bylo podejrzenie bialaczki teraz juz jest w skrajnym wycienczeniu wazy tylko 3 kg ( a to jest koteczka narweska lesna ktora wazyla 7kg ) weterynarz juz odchodzil od wszystkiego pierwsze co bylo na mysli to nitka ale zaprzeczylam bo moj ojciec ktory jest krawcem powiedzial ze nie bylo mozliwosci aby ona polknela nitke wiec skonczylo sie na podejrzeniach bialaczki szpiku kostnego genetycznego z kotkiem bylo coraz gorzej dopiero tydzien temu pojawila sie nitka z pupci taka na 6cm ale na drugi dzien jak sie pojechalo do weterynarza to juz jej nie bylo wiec bylo myslane ze ja sobie wylizala, dopiero wczoraj gdy pojechalam z nia do weterynarza na zastrzyk z antybiotykiem to znow zaczela nitka wystawac weterynarz wyciagnol jej z ponad pol metra nitki i dalej nie chciala pojsc natychmiastowo musialabyc otwierana operacja trwala ponad pol godziny!! Sama nitka przeciela jej w dwoch miejscach jelito cienkie , weterynarz musial ciac jelita oraz zoladek bo w zolatku zaklinowal sie bardzo powaznie caly poczatek nitki i nie bylo mozliwosci by sam przeszedl,jelita byly tak naciagniete na ta nitke jak koraliki na zylke"

 

 "Sznurek jest długi, zatrzymuje się w jelitach, jelito powoli na niego nachodzi, ciągłe ruchy perystaltyczne mogą doprowadzić do przecięcia ściany jelita.
kot zaczyna słabiej jeść, potem wymioty, ogólne osłabienie,
w wywiadzie właściciel nie zawsze wie czy coś w domu się zgubiło-sznurek itp
Czasem diagnoza jest zbyt późno i kot bardzo osłabiony do zabiegu. Ale są też dobre zakończenia.
W lecznicy była kotka ragdoll, ok 5mies, kupiona za ciężkie pieniądze (w domyśle będzie rozmnażana i koniecznie miała żyć aby zakup zwrócić), z wymiotami, anoreksją itd. Po bezskutecznym leczeniu zachowawczym, prześwietleniu, laparotomia diagnostyczna i diagnoza-sznurek z zabawki. Wycięty kawałek jelita, przeżyła. Po kilku miesiącach wróciła, bo zjadła nowy sznurek...na szczęście po kilku "parafinkach" wydaliła 2 razy po 20cm sznurka!!! Oby właściciele wyrzucili wszystkie sznurki!"

 

 "mieliśmy jednego kota z Miau, nitki po roladach - owinięte u podstawy języka - zagłębiły się w tkance, niewidoczne przy oględzinach jamy ustnej, potem przez przełyk, żołądek, kilkadziesiąt centymetrów jelita cienkiego

-> resekcja ok 10cm jelita, 2 nacięcia jelita , kilka miejsc do szycia gdzie nitka nacięła ścianę, nacięcie żołądka
"

 

Wszystkie wypowiedzi pochodzą z kociego forum Miau.pl. Podkreślenia moje.

 

sobota, 19 grudnia 2009, ewko77

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/12/19 14:20:14
straszne te opowieści - nie byłam w stanie doczytać do końca, aż się wierzyć nie chce, że koty wszystko to zjadły.
-
2009/12/20 18:32:53
Niestety :(
 MiauKot Liczniki odwiedzin Najlepsze Blogi pr pr