W połowie maja dwie wolontariuszki MiauKota spędziły noc, poszukując kota powłóczącego bezwładnymi tylnymi nogami. Zwierzak widywany był od jakiegoś czasu na terenie rozdzielni prądu. Niestety, przepadł... Teren nadal obserwowano, ale szczerze powiedziawszy bez większych nadziei, no bo jakie szanse ma bezdomny sparaliżowany kot w świecie pełnym istot silniejszych od siebie?
Okazało się, że ma! :)
3 czerwca kociołek wylądował w lecznicy:
To, co się stało w ostatnich dniach, tylko utwierdza nas w szacunku do tych mądrych zwierząt. Czarnuszek zrobił niespodziankę naszym wolontariuszom i sam, nie informując o tym nikogo... zamieszkał u nich w domu :) Marta i Wojtek mieszkają na parterze i mają, wychodząc z balkonu, ogródek. Jak to sie stało, że nagle w ich salonie znalazł się kot, nie wie nikt. Nawet w pewnym momencie pan domu podejrzewał swojądrugą połowę o to, że coś przed nim ukrywa :)
Pan W - takie robocze imię otrzymał, ma około ośmiu miesięcy, bardzo poważne złamanie tylnej łapki. Niestety, nie jest to świeży uraz i i nie zdecydowaliśmy się na jej łamanie i powtórne składanie. Kończyna nie zrosła się prawidłowo, ale kości po takim czasie zaczęła otaczać tkanka chrzęstna i nie chcieliśmy narażać kota na ponowny potworny ból.
Według opinii weterynarza sytuacja powinna się ustabilizować w ciągu miesiąca, Pan W jednak powinien mieć ograniczony ruch: siedziec w klatce przez minimum miesiąc. W klatce, w której zmieści się kuwetka, legowisko, miseczki. Niestety, wszystkie nasze klatki są zajęte: w dwóch siedzą koty po sterylkach, a jak się zwolnią, to beda potrzebne dla kolejnych "ofiar" CIACH!-a. Jedną pożyczyliśmy postrzelonemu kocurkowi...
Kocurek jest na razie strasznie wystraszony i bojaźliwy, ale nie wykazuje zachowań agresywnych. Został wykastrowany. Waży się też los jego ogona, który najprawdopodobnie jest całkowicie niewładny. Na RTG nic nie wyszło, ale w badaniu wet stwierdził nieprawidłowości u nasady. Należy obserwować i jeśli podejrzenia się potwierdzą, trzeba będzie podjąć decyzję o amputacji.
W sumie... najlepiej opowiedzą o wszystkim główni zainteresowani. Oto Pan W., który chyba już oficjalnie został Bąblem :)



A niżej relacja nowych opiekunów tymczasowych Bąbla:
Ale do rzeczy: raczej nie wierzyłam do tej pory w zbiegi okoliczności, ale to, co wydarzyło się z Panem W., udowadnia, że cuda się zdarzają. Ok. sześciu tygodni temu próbowaliśmy złapać kotka ciągnącego za sobą tylne łapki. Pokazywał się 3 dni z rzędu, potem przepadł. Nikt już nie wierzył, że przeżyje, bo niby jak? Nie ucieknie przed psami, autami, bez pożywienia... Straciliśmy nadzieję.
W poniedziałkową noc zostawiłam otwarty balkon. Ku wielkiemu zaskoczeniu rano mieliśmy małego czarnego lokatora... Dzikiego, który od razu uciekł, ale zostawialiśmy michę i każdorazowo była pusta. Kociak przychodził w nocy, jak nie było na osiedlu ludzi i psów. Po obserwacji okazało się, że kociak ma problem z łapką i bezwładnie zwisający ogon, zapadła natychmiastowa decyzja - łapiemy! Po całej nocy spędzonej na parapecie okiennym, z podrapanymi rękami i plecami, udało się! Jak widziałam rozpaczliwie przerażony wzrok kociego dziecka, błagający: "nie rób mi krzywdy", serce mi pękało
Maleństwo doznało już tyle bólu w swoim krótkim życiu. Nie wiadomo gdzie się ukrył, jakim cudem przetrwał i skąd wiedział, że akurat u nas znajdzie schronienie. Jedno jest pewne: nie był to przypadek.
Po wizycie u weta wiadomości nie są rewelacyjne, natomiast roboczo zwany Pan W. powoli się zadomawia i oswaja. Pogruchotaną łapkę bardzo oszczędza, raczej nie rusza się z legowiska. Na szczęście mocz trzyma, jest kuwetkowy:)) , choć zdarza mu się narobić do doniczki
Przed Dużymi ma dystans, ale już nie ucieka pod meble, jak się wchodzi do jego rezydencji (kuchni). Psy mogą podchodzić, byle nie wąchały, bo prycha, natomiast mój Rudolf (niezwykle towarzyski - za co go uwielbiam) nowego kolegę przyjął jak przystało na gospodarza: przynosi mu upolowane ćmy i pluszową myszkę
oraz czule myje
Dziś rano oprowadzał kolegę po pokoju, a teraz wspólnie wylegują się w słoneczku :)
Wiadomo już że kotek na wolność wrócić nie może, więc moja w tym głowa, żeby zamienić go w miziaka i wyadoptować (...)
No i kto nadąży za kociastymi? ;)
Jeśli ktoś chciałby wesprzeć Bąbla materialnie - na pewno się nie obrazi ;) Wsparcie mentalne i ciepłe słowo również mile widziane!
Kontakt:
Telefony:
606 690 222 lub 609 834 036
Adres mailowy:
fundacja.miaukot@gmail.com