Blog Fundacji Miaukot: koty szukają domu. Telefony: 606 690 222 lub 609 834 036 mail: fundacja.miaukot@gmail.com

Aktualności

wtorek, 19 października 2010

... czyli wychodzimy do ludzi ;)

Wiadomo, że można nas spotkać na Facebooku, o, tu. Informacje o naszej akcji remontowania Ciach!centrum zamieściła również na swojej stronie Anuk. Dziękujemy! Obiecujemy dosłanie aktualizacji, kiedy tylko coś ruszy (a rusza :D - vide: komentarz pod wpisem o Rudolfinie - wkleiłabym chętnie z  tej radości ikonkę tryskającą serduszkami! ;) ).

Przy okazji polecam gorąco lekturę artykułów publikowanych na łamach Zwierzaka: mądre,  klarowne, pisane przez praktyków. I nie piszę tak dlatego, że wzmianka o MK znalazła się na zwierzakowej stronie, ani dlatego, że Anuk jest autorką MiauKotowego zawrotu głowy - spójrz w prawo (niżej... niżej... no jeszcze troszeczkę! O!) na wirujace nad głową ludka koty. Z twórczością i poczuciem humoru autorki zapoznać można się na jej stronie, z której pochodzi np. poniższy rysunek:

http://artanuk.com/index.php?option=com_content&task=view&id=166&Itemid=278

:D

Poza tym utworzyliśmy profil fundacji na stronie animal cafe pl. Dlaczego o tym wspominam? Są tam nasze ogłoszenia, właściwie ogłoszenia naszych kotów - można je FB-polubić ;) Roboty mało - ot, klik!, a wieść o miaukotkach idzie w świat.

O! Właśnie widzę, że artykulik, który popełniłam na łamach KotoTotka, i zamieściłam  również w profilu MK na cafe, znalazł się na głównej stronie portalu :D  Szkoda, że nie traci nic ze swej aktualności :(

To nie koniec fajnych wieści, ale coś trzeba zostawić na zaś, prawda ;)

czwartek, 14 października 2010

Znamy już kwotę, która wpłynęła na nasze konto i – biorąc pod uwagę, jak mało było czasu oraz to, że nie wszyscy podatnicy rozliczający się z fiskusem, a pamiętający o naszych podopiecznych, wiedzieli o zmianach organizacyjnych, jakie zaszły od stycznia 2010 r., jesteśmy bardzo mile zaskoczeni!:D


1% nabrał realnej wartości 6789,10 zł!

Całość zostanie przeznaczona wyłącznie na cele statutowe fundacji, czyli profilaktykę, leczenie, sterylizację oraz pokrycie kosztów bieżącego utrzymania zwierząt.


W obecnej sytuacji ważna jest dla nas naprawdę każda złotówka: mamy pod opieką sześćdziesiąt sześć kotów i dwa psy, w miarę możliwości staramy się sterylizować bezdomne koty w ramach akcji Ciach!bezdomność, przygotowujemy się też do remontu Ciach!Centrum – to robocza nazwa lokalu, który udało się znaleźć i wynająć dzięki życzliwości władz Bytomia. Będą tam przebywać zwierzęta czekające na kastrację, dochodzące do siebie po zabiegach, chore lub przebywające na kwarantannie. Brak takiego pomieszczenia znacznie utrudniał nam dotychczasową działalność.  Ciągłych nakładów finansowych wymagają koty specjalnej troski (Avatar, Elvis, mała Żeż, ZARAZki piwniczne),  od weekendu choruje Largo...

Dziękujemy – w imieniu naszych podopiecznych oraz własnym - tym wszystkim, którzy o nas nie zapomnieli oraz Viva! Akcja dla zwierząt, dzięki której zbiórka stała się w ogóle możliwa.

Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań w naszym wątku na miau.pl,
fundacyjnej stronie lub na FB.

Zapewniamy, że robimy, co w naszej mocy, by nie zawieść ani miaukotków, ani zaufania naszych Ofiarodawców!

poniedziałek, 11 października 2010

Po szczegóły odsyłam na stronę Fundacji albo do poprzedniego wpisu. Tutaj tylko i aż wersja obrazkowa.

Mniej wiecej 60 metrów kwadratowych przestrzeni wymagającej, jak widać, generalnego remontu. Co zadziałało na korzyść lokalu? Warunki wynajmu, lokalizacja, układ pomieszczeń i ... warunki wynajmu ;)

Na razie może centrum nie wyglada zbyt zachęcająco, ale mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni.

Co mamy? Po kolei:

Pomieszczenie numer jeden: kiedyś był tu warsztat...

W tym miejscu ma być toaleta, umywalka i brodzik - w razie zaistnienia konieczności wykąpania psa lub kota.

Inne ujęcie tego samego pokoju.

I pomieszczenie numer dwa:

Punkty widokowe ;)


Miejsce na część kuchenną i zlewozmywak. Tu również przechowywana będzie karma.

Kolejny punkt widokowy ;)

Wszystkie zdjęcia znajdują się tutaj. Informacje o postępie prac zamieszczane będą w wątku ciach!-owym.

Osoby, które chciałyby nam pomóc (szczegóły na stronach podlinkowanych na początku wpisu), prosimy o kontakt:

Telefony:
795 138 858
609 834 036

Adresy mailowe:
fundacja.miaukot@gmail.com

Miaukot poza szukaniem domów dla swoich kocich i psich podopiecznych stara się walczyć z nadpopulacją kotów wolno żyjących, prowadząc akcję Ciach!bezdomność.  W tym roku udało się wysterylizować 32 koty, głównie kotki.

Jeśli założymy, że kocica dojrzałość płciową może osiągnąć w wieku pięciu miesięcy, rodzić 2-4 razy w roku, a w każdym miocie mieć średnio sześcioro młodych, łatwo obliczyć ogrom kociego nieszczęścia. Większa część  przychówku wkrótce zginie - zwykle w dramatycznych okolicznościach - m.in. z powodu głodu, chorób, zimna czy "ingerencji" człowieka. Osobniki, które przetrwają, będą się wciąż rozmnażać, zwiększając coraz bardziej skalę dramatu.

1 października wolontariuszki MiauKota odebrały klucze do lokalu, w którym powstanie Ciach!centrum, czyli miejsce, które pozwoli realizować podstawowe cele fundacji: tu znajdą tymczasowe ciche lokum koty złapane do sterylizacji i te, które będą wracać do sił już po zabiegu.

Co nam to da?
Niezależność.
Brak miejsc, w których można było przetrzymywać zwierzęta po zabiegu, sprawiał, że musieliśmy się zastanawiać, kogo ciachać w pierwszej kolejności, a kto może poczekać. Nie oznacza to, że nasze możliwości będą nieograniczone: braku funduszy, które pokrywałyby koszty sterylek, nie przeskoczymy...

Lokal ma naprawdę wielki potencjał. Zanim można będzie go w pełni wykorzystać, czeka nas mnóstwo pracy, ale tego akurat się nie boimy. Więcej szczegółów - kto, co, kiedy, dzięki komu i dlaczego - podamy wkrótce, prosimy jeszcze o nieco cierpliwości. Niedługo pojawią się zdjęcia, które pokazują obecny stan techniczny pomieszczenia. Chcemy też na bieżąco relacjonować postępy prac remontowych.

Kciuki i ciepłe myśli potrzebne w każdej ilości ;) Będziemy również musieli  prosić o pomoc, jakby to ująć: bardzo konkretną... Wkrótce przedstawimy listę tego, co musimy zrobić, by centrum zaczęło działać. Na pierwszy ogień idą sprawy związane z instalacją elektryczną i wodną. To podstawa.

I pierwsza zagwozdka: leci z nami ktoś, kto zna się na ogrzewaniu?  Na jakie się zdecydować, by nie zjadły nas opłaty? Chętnie wysłuchamy wszelkich podpowiedzi.

Na tym nie kończą się nasze plany związane z centrum, ale na razie nie uprzedzajmy faktów!

sobota, 09 października 2010

12 października, czyli już niedługo, będziemy obchodzić małą rocznicę: za nami osiem miesięcy organizacyjno-prokociej działalności. To dobra okazja, by dokonać krótkiego podsumowania.

Historia Miaukota rozpoczęła się w lutym 2010 roku, kiedy to kilku wolontariuszy związanych dotąd z inną organizacją prozwierzęcą postanowiło zacząć działać na własny rachunek. W telegraficznym skrócie prezentuje się ona następująco:

12.02.2010 - akt fundacyjny
13.02.2010 - przyjęcie pierwszego miaukotka o wdzięcznym imieniu… taadaam! - Miaukotek
marzec 2010 - Viva! zgadza się zbierać dla nas 1%
13.04.2010 - KRS
23.04.2010 - Regon
28.04.2010 - NIP
28.09.2010 - podpisanie umowy dotyczącej ... najmu lokalu
01.10.2010 - otrzymanie kluczy od wyżej wspomnianego

Zaczynaliśmy z czterdziestoma dziewięcioma kotami, jednym psem i siedmioma domami tymczasowymi. Od tego czasu licznik znajduje się w ciągłym ruchu:
rozpoczynamy z sześćdziesięcioma sześcioma kotami, dwoma psami, dziewięcioma domami tymczasowymi i lokalem, w którym urządzamy oraz drugi miauwątek Ciach!centrum, czyli miejsce, które będzie służyło podstawowym celom fundacji: tu znajdą tymczasowe ciche lokum koty złapane do sterylizacji i te, które będą wracać do sił już po zabiegu. Na tym nie kończą się nasze plany związane z centrum, ale na razie cichosza! Nie uprzedzajmy faktów!

Co robimy poza tym? Kontynuujemy działalność, którą zaczęliśmy przed laty: szczytem marzeń jest zajmowanie się "jedynie" sterylizowaniem kotów bezdomnych i wolnożyjących (temu celowi służy nasza akcja Ciach!Bezdomność) oraz edukowaniem społeczeństwa ( i wierzymy, że kiedyś uda się ten cel osiągnąć). Proza życia codziennego (o, np. taka ) nieco jednak tę wizję modyfikuje: trudno wytłumaczyć wspomniane wyżej priorytety kotom, dla których trafienie do jednego z naszych DT jest kwestią życia... W tej chwili wszyscy nasi podopieczni przebywają pod opieką wolontariuszy w domach tymczasowych zlokalizowanych w miastach aglomeracji śląskiej ( głównie w Bytomiu i Piekarach) oraz w Krakowie.

Niezmiernie ważna jest dla nas świadomość, że naszym poczynaniom przyglądają się ludzie, którzy pomogli – i wciąż pomagają – nam przetrwać. Są opiekunami wirtualnymi naszych kotów, wspierają nas rzeczowo, finansowo i logistycznie, służą dobrą radą i ciepłym słowem. Jesteśmy Wam wdzięczni, bo dzięki temu nie tracimy wiary w sens tego, co robimy, sami niestety nie podołalibyśmy zadaniu – swoją działalność opieramy wyłącznie na wolontariacie.

Dzięki Wam możemy zapewnić zwierzętom naprawdę wysoki standard opieki, póki nie znajdzie się ktoś, kto odda im dom i kawałek własnego serca .

Od lutego własne domy znalazło osiemnaście miaukotów: decydując się na wyadoptowanie zwierzęcia, kierujemy się zasadą, która ma zminimalizować wiążące się z tym ryzyko. Mamy w pamięci koty, które spotkał niezasłużony los: Bustera, Angelo... Choć ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, co konieczne, gdzieś zawsze pozostanie uczucie, że się zawiodło...

Decydując się na adopcję miaukotka, przyjmujesz pod swój dach zwierzę, które do tego momentu traktowane było tak, jak nasi rezydenci. Zwierzę, którym mogliśmy się opiekować dzięki wsparciu wielu, wielu ludzi: ta świadomość obliguje nas do szukania domów, w których nasi podopieczni będą traktowani co najmniej tak, jak dotąd traktowali byli przez opiekujących się nimi wolontariuszy. Nie oczekujemy dla nich złotych miseczek czy zabiegów w kocim SPA. Chcemy, by były bezpieczne, kochane, szanowane, otoczone opieką weterynaryjną. To minimum, jakiego wiele zwierząt w Polsce niestety nigdy nie zazna...



Informacje o fundacji i jej wolontariuszach, profile miaukotków : zdjęcia, filmiki, aktualności, anegdoty, etc., znaleźć można poniżej:

Image Telefony:
795 138 858
609 834 036

Image Adres mailowy:
fundacja.miaukot@gmail.com

Strona internetowa:
Image

:arrow: Wiadomości o MKotach można znaleźć również na stronach Kociego Pensjonatu BasiKotoTotka.
:arrow: Galeria MiauKotów
:arrow: WYTWÓRNIA FILMÓW KRÓTKOMETRAŻOWYCH MKPictures: oddział w Piekarach.
:arrow: MiauKot na Facebooku
:arrow: fundacyjne gg: 28355424


ImageWciąż bardzo potrzebujemy :
- opiekunów wirtualnych,
- domów tymczasowych,
- osób, które mogą nam pomóc w remoncie Ciach!centrum,
- wolontariuszy, którzy zajęliby się kotami przebywającymi w ciach!-owym szpitaliku, wspierali nas logistycznie podczas łapania bezdomniaków i transportowaniu kotów do lecznic, pomogliby w ogłaszaniu miaukotów w sieci…


Będziemy również wdzięczni za dobre słowo, ciepłe myśli, kciuki, rady i konstruktywną krytykę ;)

wtorek, 28 września 2010

Avatarek z dedykacją dla tych wszystkich, którzy walczą. Wbrew i pomimo!

Wciąż potrzebuje zabiegów, niewykluczone, że do końca życia będą mu towarzyszyć podkłady higieniczne, pieluchy i odleżyny...  Pytanie, czy gdzieś jest człowiek, który doceni wolę życia i cudny charakter kocurka...

Tak zaczynał, kiedy trafił pod opiekę Adrii. Potem bywało różnie: raz lepiej, raz gorzej... Zainteresowanym szukajka prawdę powie  ;)


 

środa, 25 sierpnia 2010

W lipcu 2008 roku pod opieką wolontariuszy - wtedy jeszcze CK - pojawiły się maluchy: Paulo, Angelo, Boston i Vegas. Ich matkę - bezdomną kotkę koczującą z młodymi pod tarasem jednego z bloków - zabrano do lecznicy w celu wykonania zabiegu sterylizacji. Kocięta z trudem wyłapano. Szkraby wyglądały wtedy tak:

 

Niżej sam Angelo:



Cytuję za stroną azylu:

25 kwietnia stało się - do swojego domu pojechali razem dwaj nasi azylowi podopieczni Folk i Angelo.

Oba kocurki już bardzo długo czekały na swój Dom. Folk został przyniesiony do "Cichego Kąta" jako dwumiesięczny kociak i czekał prawie dwa lata na kogoś, kto się pozna na jego przemiłym charakterze, ukrywanym starannie pod pozorami nieśmiałości. Angelo, sprytny i niezwykle energiczny, czekał od lipca zeszłego roku. Na szczęście w końcu przyszedł dzień i na nich.

Wiadomości z ich nowego domu to czysta radość dla wolontariuszy. Folk powoli się aklimatyzuje i czuje coraz lepiej, natomiast Angelo, który zawsze prezentował się jako zdeklarowany stronnik przewagi zabawy piłeczką nad głaskaniem, zrobił swojemu nowemu Panu niespodziankę - od chwili przeprowadzki postanowił jednak domagać się przede wszystkim czułości i głaskania. W tym celu regularnie wystawia brzuszek i podobno mruczy jak szalony.

Bardzo cieszymy się, że Chłopcy w końcu znaleźli przystań dla siebie.

Wolontariuszka, która wyadoptowała kocurki, była przekonana, że oddaje swoich podopiecznych w ręce odpowiedzialnego młodego człowiek, który odpowiednio o nich zadba.

Chłopcy byli  bardzo ze  sobą zżyci:

Dlaczego sięgam do tak odległej przeszłości?

22 sierpnia, przeglądając forum, wolontariuszka MK trafiła na wątek poświęcony bezdomnemu kocurkowi pogryzionemu w Bytomiu przez amstaffa. Prawda okazała się straszna - bez cienia wątpliwości można było stwierdzić, że to wyadoptowany przez nią niegdyś... Folk. Okazało się, że mniej więcej od roku wiódł życie kota bezdomnego. Przeżył dzięki osobom dokarmiającym podobne mu bezdomniaczki. Folk miał szczęście: znalazła się osoba, która nie zostawiła rannego kota samemu sobie. Jest już bezpieczny, dochodzi do siebie. Nie wiemy natomiast, co dzieje się z Angelo.

Inne zdjęcia kocurka znajdują się tutaj.

Cechy charakterystyczne: trzyletni wykastrowany kocurek, biały z burą „czapeczką”, oczy okolone ciemniejszymi obwódkami, w kącikach oczu bure futerko. Krótszy niż u przeciętnego kota ogon. Tyłów pokryty srebrno-burymi plamami. Prawdopodobnie przebywa gdzieś na terenie Bytomia - Rozbarku.

BARDZO ZALEŻY NAM NA JEGO ODZYSKANIU.

Na osobę, która wskaże miejsce pobytu kota albo udzieli wskazówek pozwalających na jego odnalezienie, czeka nagroda!

Kontakt:

Telefony: 795 138 858; 609 834 036

mail: fundacja.miaukot@gmail.com

- - - - - - - - - - -

Ich "opiekun" przez jakiś czas zwodził wolontariuszkę, przekonując, że kotom (poza Folkiem i Angelo miał jeszcze jednego kocurka) żyje się wspaniale.

Zabierając chłopców do siebie, podpisał umowę adopcyjną. Był w niej - i zresztą nadal jest - wyraźny zapis: w razie jakichś problemów zwierzęta  mogą do nas wrócić. Wystarczyło  nas poinformować... Nie starczyło odwagi? Wyobraźni? Jak można być tak dwulicowym? Dwa wypieszczone, odchuchane, domowe koty wylądowały na ulicy...

Każdy kot, na czas pobytu pod dachem wolontariuszy, traktowany jest na takich samych zasadach jak rezydenci. Nie oddajemy kotów każdemu, kto sobie tego zażyczy, licząc się z  przylepianiem nam łatki nawiedzonych kociar, które oczekują nie wiadomo czego. Oczywiście, chcemy, by jak najwięcej naszych podopiecznych znalazło własne domy, ale przede wszystkim zależy nam na tym, by były to domy świadome, odpowiedzialne, gwarantujące kotom bezpieczeństwo. Jak widać, nasza pomyłka kończy się źle dla kota...

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Przebywający w lecznicy Elvis potrafi łapać za serce: wolontariuszka, która odwiedziła go przy okazji podrzucenia do lecznicy Zuzy, Laurki i Milenki (kocica została wysterylizowana, a dziewczynki zaszczepione), była nim zachwycona:

Chce się tulić, ocierać, barankować, turlać i wiecznie miziać. Widać, że jest spragniony czułości. Żałuję, że nie mogłam z nim posiedzieć dłużej.

 

20 sierpnia kocurek i  Nana przeszli operacje: Nanę zabrała na weekend do siebie pani doktor, która leczyła malutką w szpitaliku. Koteczka jest po poważnej operacji i na razie jej jedynym posiłkiem są kroplówki, mimo że bardzo chciałaby jeść. Wierzymy, że sobie poradzi, niestety dalej nie wiemy, jak będą się zachowywać jej zwieracze. Pozostaje tylko czekać.

Elvis na czas weekendu trafił do tymczasowego domu tymczasowego,  najprawdopodobniej dzisiaj wraca do lecznicy. To niesamowicie radosny kocurek. Bezproblemowo zaaklimatyzował się w swoim tymczasowym lokum. Nie może w nim zostać, bo na razie wymaga  wzmożonej opieki: dostaje sporo lekarstw i preparat podnoszący odporność ,  co dwie godziny trzeba mu zakraplać oczka (operowane miał oba jednocześnie).

Łysinki po grzybicy ładnie zarastają. Nie dostaje nic dopyszcznie na grzyba, bo nie chcemy dodatkowo obciążać organizmu. Imaverol działa skutecznie. Przed zabiegiem miał oczywiście robione badania: biochemia i próby wątrobowe wyszły idealnie.

Radzi sobie świetnie, co najlepiej widać na filmikach z jego udziałem:

 

 

I jeszcze jeden:

Rekonwalescentom bardzo potrzebne są domki. Przynajmniej tymczasowe.

Telefony:
795 138 858
609 834 036

Adresy mailowe:
fundacja.miaukot@gmail.com
miaukotfundacja@gmail.com

 

czwartek, 12 sierpnia 2010

31 lipca i 1 sierpnia br. w gościnne progi karczmy „Bobrówka” tłumnie zawitali głównie mieszkańcy Krakowa i jego okolic, ale nie zabrakło też bytomian i poznaniaków. Wyprzedaż stała się świetną okazją do szperania wśród fantów (co kończyło się często upolowaniem nie lada gratki) oraz spotkań ze znajomymi i raczenia podniebienia serwowanymi w karczmie smakołykami.


Nie zapomniano też o najmłodszych: najodważniejsi mogli zdecydować się – ku radości rodziców i przechodniów – na fantazyjne malowanie twarzy albo puścić wodze fantazji i wziąć udział w konkursie rysunkowym pt.: „Wymarzony kot”.

Główne nagrody (karmę dla pupila) ufundowane przez internetowy sklep zoologiczny KRAKVET zdobyli: Tymek (lat 4), Konrad (lat 10), Adrian (lat 13), Zuzia (lat 12) i Julia (lat 10).

Pomysł na taki właśnie sposób pozyskiwania środków finansowych przeznaczonych na pomoc bezdomnym zwierzętom spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem: kupujący cieszyli się, że wydane przez nich pieniądze posłużą szczytnemu celowi. Wielu z nich dowiedziało się o istnieniu fundacji i charakterze prowadzonej przez nią działalności. Ogólna atmosfera wesołości zyskała dodatkowy – edukacyjny – walor dzięki dzieciom, które, jak się okazało, miały wiele pytań dotyczących opieki nad kotami: być może uzyskana w letni weekend wiedza przełoży się w przyszłości na ich podejście nie tylko do domowych pupili, ale do zwierząt w ogóle. Jednym z gości była też prezes fundacji, Barbara Horzowska. Zaskoczona rozmiarami, jakie przybrała akcja, dziękowała wszystkim zaangażowanym w nią ludziom: - Takie wsparcie to dla nas naprawdę wielka pomoc. Jesteśmy wzruszeni… i bardzo wdzięczni za gest, za pamięć i ogrom pracy, jaki włożono w przygotowanie wyprzedaży.

Dziś wiadomo już, że efekt przerósł oczekiwania. Właściwie nadal zaskakuje: choć od wyprzedaży upłynęły niemal dwa tygodnie, do organizatorek wciąż napływają nowe fanty: wraz z przedmiotami, które nie znalazły nabywców podczas krakowskiej imprezy, zostaną one wystawione na Allegro lub forumowych bazarkach, ewentualnie zasilą kolejne tego typu przedsięwzięcie. To nie wszystko: ważą się bowiem losy jednego z MKotków - jego historia ujęła kogoś, kto być może da mu dom... A to jeszcze nie koniec: wolontariusze Miaukota pomogą właścicielom karczmy w złapaniu i wysterylizowaniu dokarmianej przez nich kociej rodzinki. – Każdy pretekst dobry, by jeszcze raz skosztować tych placków, skrzydełek albo pierogów
żartuje pomysłodawczyni akcji.

- Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam doprowadzić całą rzecz do końca: Eli, będącej naszym wielkim wsparciem, jej znajomym, właścicielom karczmy „Bobrówka”(ul. Kosynierów 5, Kraków), którzy nieodpłatnie udostępnili nam swój lokal, Dorocie P. za przygotowanie plakatu informującego o wyprzedaży, Marcinowi Drymajło, autorowi ulotki poświęconej fundacji, sklepom zoologicznym, lecznicom weterynaryjnym i portalom internetowym promującym imprezę, a także sklepowi internetowemu KRAKVET za entuzjazm, z jakim odniósł się do naszego pomysłu, ufundowanie nagród i nadesłanie fantów, firmie CENTROGUM i osobom prywatnym, które wypożyczyły nam meble niezbędne do wystawienia fantów. Wszystkim, którzy pomagali w transporcie i wyeksponowaniu tego ogromu gadżetów wszelakich! – organizatorki, Joanna M. i Joanna K., starają się nikogo nie pominąć. – A propos sklepów zoologicznych: chciałybyśmy szczególnie podziękować dwóm spośród nich: „Fenkowi”, który zawsze chętnie rozdaje klientom zostawiane przez nas fundacyjne ulotki oraz „Maxi zoo”, który nie tylko promował naszą akcję, ale też podarował atrakcyjne wyprzedażowe fanty. Wdzięczne jesteśmy oczywiście również wszystkim darczyńcom oraz kupującym, dzięki którym budżet fundacji zasilony został o niebagatelną kwotę 1255,44zł i 4,07 euro! Rozmiary imprezy i jej efekty przerosły nasze najśmielsze oczekiwania! Ale to bardzo miłe i wzruszające rozczarowanie… - dodają szybko.

I aż pcha się na klawiaturę pytanie: to kiedy następna impreza? ;)

 

Bardzo, bardzo dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się      w to przedsięwzięcie!


Tej pani, której ceramiczne trzewia kryły w sobie tak wielką kwotę, również :D


sobota, 12 czerwca 2010

Połamany kręgosłup, pogruchotane kończyny, połamane żuchwy, obrażenia narządów wewnętrznych, krwotoki, wstrząs mózgu, wybite zęby, stłuczenia, rany, złamania otwarte i wdająe się w nie zakazenia,  ogromy szok, ból, kalectwo, niemożność powrotu do domu i będąca jej następstwem bezdomność: głód, choroby, samochody, źli ludzie...  O ile kot przeżyje upadek...

Wszystko dlatego, że wśród części właścicieli czworonogów panuje przekonanie, że koty mają  cztery łapy po to, by na nie spadać. Szczerze powiedziawszy nie bardzo wiem, co trzeba zrobić, co powiedzieć, co i jak napisać, by opiekunowie kotów zrozumieli, jak bardzo narażają życie swoich podopiecznych, powielając utrzymujace się od dawna stereotypy, czyniące z nich istoty niemal niezniszczalne, wyposażone w jakąś nadziemską moc.

W internecie można znaleźć naprawdę wiele informacji, jak uczynić dom bezpiecznym (i nie pójść przy tym z torbami), coraz częściej w umowach adopcyjnych znajduje się zapis o zabezpieczeniu okien i balkonów, coraz wiecej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to ważne.  To jednak nadal za mało: wciąż  giną koty, które "nigdy nie wychodziły na parapet", które "wiedziały,  że to niebezpieczne", które "zawsze były takie rozsądne"... Będę powtarzać do znudzenia: kot to nie człowiek. Skusi go przelatujący  owad, ptak, inny kot, który pojawił się gdzieś w zasięgu wzroku. Zresztą może się przecież zwyczajnie potknąć, pośliznąć, przestraszyć czegoś.  Czy Waszym mruczkom nigdy nie zdarzyło się  z czegoś spaść?

Tutaj znajdziesz historie kotów, które przegrały z oknami...

I tutaj.

I tu...

I jeszcze...

To nie koniec... - tu mnóstwo adresów www z pomysłami i namiarami na wykonawców w całej Polsce.

Upadek z wysokości to nie jedyne niebezpieczeństwo, na jakie narażone są koty. Często nie uświadamiamy sobie, jak wielkim zagrożeniem są okna uchylne. Przed paroma dniami portal TVN24 zamieścił na swoich stronach film, który pozwala przekonać się naocznie, co czeka zwierzę, które zaklinuje się w takiej szczelinie:

 

 

Nie wiadomo, jak skończy się historia tego kota... Mam nadzieję, że pomoc nadeszła na tyle szybko, że nie zdążył sobie nic uszkodzić...

Uwięzione w szczelinie zwierzę może się udusić albo poważnie uszkodzić kończyny, jeśli któraś z nich utknie w szparze,  w przypadku zaprezentowanym na powyższym filmiku może dojść do przerwania rdzenia kręgowego lub/i urazów wewnętrznych.

Całkiem szczerze: irytują mnie stwierdzenia w stylu "uważamy", "uchylamy okna tylko wtedy, kiedy jesteśmy w pokoju". Mówiłam tak samo do chwili, kiedy moja pierwsza kotka, goniąc za jakąś nawiedzoną muchą, nie zawisła prawą przednią łapką... Podskoczyła na parapecie akurat w taki sposób, że spadając, zaklinowała się w szczelinie. Nie chciałabym już nigdy więcej słyszeć tego krzyku. Uwolnienie szamoczącego się kota nie jest wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Siedziałam jakiś metr od miejsca zdarzenia. Patrzyłam na nią. "Uważałam przecież", tak?
Skończyło się opuchniętą łapą i wizytą u weterynarza. Na szczęście "tylko" tyle.

Powyższy incydent przytaczam na dowód tego, że sama nie jestem bez winy, a niniejszy wpis nie jest tylko teoretycznym smęceniem nawiedzonej kociary z obsesją na punkcie kotów i ich bezpieczeństwa.

Jak zapewnić kotu bezpieczeństwo? Niżej podaję kilka stron, na których można znaleźć gotowe rozwiazania albo inspirację do własnych poszukiwań. Aha: sugeruję ostrożne podchodzenie do moskitier - są koty, które nie będą próbowały się na nie wdrapywać ani na nich wisieć, innym wystarczy kilka minut na rozprawienie się z siatką.  Pamiętajmy o tym, by nasz kot nie musiał płacić własnym zdrowiem za nasze pomysły. Przeciętny komar waży jednak nieco mniej niż przeciętny kot. Uważajmy również na jakość siatek: niektóre nie wytrzymują wpływu warunków atmosferycznych, inne - kocich zębów.

 

Wspomniane strony poświęcone zabezpieczeniom okien:

- patenty użytkowników forum miau.pl służące zabezpieczeniu okien, balkonów i ogrodów,

- tu również jw.,

- ochronne kratki na okna uchylne,

- zabezpieczenie okien i balkonów,

- ograniczniki - przykładowa strona, by zilustrować, co autor miał na myśli. Tu warto uważać, by wybrać model, który uniemożliwi kotu przypadkowe podniesienie "zapadki" głową czy podważenie jej łapą.

Każdy, kto naprawdę myśli o bezpieczeństwie swojego zwierzaka, znajdzie z pewnością coś dla siebie.

niedziela, 06 czerwca 2010

Miałam już dziś nic nie pisać i zająć się gonieniem superhipermegaważnych papierzysk z opcją: bezapelacyjnie gotowe na przedwczoraj, ale Siwa swoim komentarzem pod notką poświęconą brygadzie RRR sprawiła, że poczułam nieodparty przymus wyrzucenia z siebie czegoś, co plącze mi się po głowie od jakiegoś czasu. Rzecz będzie mianowicie o nieudanych adopcjach. Gwoli wyjaśnienia: całkowicie zgadzam się ze wspomnianym komentarzem, bo powyższe moje słowa po powtórnej lekturze zabrzmiały, jakbym Siwej miała wyrzuty jakoweś czynić ;)

Wszystko, co powiem niżej, jest moim całkowicie prywatnym stanowiskiem. Jeśli ktoś poczuje się dotknięty, proszę o informowanie o tym wyłącznie mnie (mail: ewko77[maUpa] gazeta. pl lub komentarz poniżej).

Tak, powinna istnieć lista ludzi, którzy nawalili: potraktowali braci mniejszych - nie tylko koty - jak przedmioty, których można się pozbyć, kiedy zaczynają przeszkadzać albo nie spełniają oczekiwań.
Z grubsza wygląda to chyba tak: niektórzy adopcję zwierzaka, który jej bardzo potrzebuje, postrzegają jako wyświadczenie zwierzęciu i schronisku/azylowi/DT/fundacji/stowarzyszeniu/inne - przepraszam za określenie - łaski:
Tyle tego mają na stanie, że powinni być wdzięczni za zdjęcie z ramion odrobiny bagażu. Jeden w tę czy we w tę... Ooojeeejaaa... wielkie hallo.

A tymczasem wygląda to  nieco inaczej: wolontariusze - nie tylko MiauKota - inwestują w uratowane zwierzaki swój czas, emocje i fundusze - te fundacyjne, jeśli zwierz ma opiekuna wirtualnego lub ktoś chciał wesprzeć materialnie konkretną akcję, jak np. leczenie Ingi,  ale bardzo często również prywatne, muszą to wszystko godzić z pracą i własną rodziną, która nie zawsze popiera (uogólniam teraz) to "hobby" i z presją społeczeństwa, które  widzi w nich dziwaków i dobrze, kiedy nie rzuca kłód pod nogi...
Dla nich doba również ma tylko 24 godziny,  wirusy nie omijają ich tylko dlatego, że mają na głowie techniczną obróbkę nastu albo dziesięciu kotów,  samochody nie chcą jeździć na wodę, zakupy same nie przychodzą pod drzwi - można długo wymieniać, ale po co? Życie nie przewiduje dla nich jakiejś taryfy ulgowej "w uznaniu zasług".
Zajmują się zwierzakami, bo wierzą, że ma to sens, ale też wiedzą, że niewielu jest takich, którym mogliby przekazać "interes" - ani prestiżowy,  ani czysty, ani dochodowy... Nie w tym rzecz, że uważają się za niezastąpionych, powód jest prozaiczny: brak chętnych do przejęcia pałeczki.


Nie zapominajmy o samych zwierzętach - i to właściwie jest najważniejszy argument. Dla większości z nich wszelkie zmiany są traumatycznym przeżyciem: nowi ludzie, nowe miejsce, nowe zapachy, nowy tryb życia, czasem obecność rezydentów, z którymi trzeba ułożyć sobie relacje. Są zwierzaki, które wszędzie czują się jak u siebie, są jednak i takie, które potrzebują więcej czasu. Powiedzmy, że ktoś nagle  wyrywa nas ze środowiska, które znamy i wrzuca powiedzmy... ja wiem? Gdzieś, gdzie panuje zupełnie inna kultura, obyczaje, język. Jeśli my mamy prawo czuć się zagubieni, dlaczego oczekujemy, że zwierzęta poradzą sobie z tymi zmianami lepiej? One żyją tu i teraz: nie planują, nie racjonalizują, nie odwołują się też do tego czy innego boga, który dałby im siłę i wiarę, że będzie lepiej.

Jestem w stanie zrozumieć przypadki, kiedy życie stawia nas przed faktami, na które w żaden sposób nie mamy wpływu. Nie jestem - a przynajmniej nie uważam się za taką - osobą, która  będzie żądała od kogokolwiek, by całe swe życie podporządkował zwierzęciu: to prowadzi do frustracji, a ta bardzo często obraca się przeciwko temu, co  ją naszym zdaniem spowodowało. Oczywiście nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co mu w życiu pisane, dlatego tak ważne jest uczciwe odpowiedzenie sobie na pytanie: dlaczego chcę adoptować zwierzę? Czy to tylko kaprys, potrzeba chwili, chęć bycia modnym, sposób na samotność? Co z pracą, wyjazdami służbowymi, wakacjami,  alergiami, dziećmi, partnerami - obecnymi czy  przyszłymi?

Przed zawarciem umowy adopcyjnej omawiane są jej warunki: obie strony zobowiązują się do realizowania jej punktów. Ludzie, którzy działają w ramach MiauKota, wcześniej reprezentujący Cichy Kąt, nie tworzą wyimaginowanych wizerunków swoich podopiecznych na potrzeby konkretnego klienta: przekazują nowym opiekunom całą wiedzę, jaką dysponują na temat  danego zwierzaka - przy odrobinie dobrej woli można wszystko prześledzić na stronie, w wątku na miau.pl czy choćby tutaj. Dlaczego o tym wspominam?  MiauKot ma na stanie kilka adopcyjnych porażek: żadna nie wyniknęła z powodu kota czy fundacji. Żeby nie być gołosłowną (cytaty ze strony i blogu):

1.Toscania i Miśka

Misia i jej przybrana córeczka Toscania zostały "zwrócone" po roku od adopcji. Niestety w nowych planach życiowych ich "opiekunki" nie było miejsca na koteczki - nie zostały nawet przywiezione do azylu, tylko musiała po nie pojechać wolontariuszka, bo pani, która się nimi opiekowała, planowała je zostawić.

3.Birma

Mieliśmy wątpliwości, gdy jej ludzie zwrócili Alhambrę, siostrę Birmy, po paru dniach od adopcji. Przekonywali nas jednak, że Birmą zaopiekują się najlepiej, jak potrafią. Widocznie jednak nie potrafili. Birmie bardzo brakowało towarzystwa, całymi dniami zostawała sama. Była tak zestresowana, że zaczęła sikać poza kuwetą i niszczyć rzeczy, gdy nie było nikogo w domu. Niestety ludzie, u których mieszkała, nie widzieli w niej kota zdesperowanego, zestresowanego, a jedynie "złośliwego". Co możemy powiedzieć? Chyba tylko tyle, że dobrze, że już jest u nas, bo widocznie w tym domu dla kota innego niż pluszowego po prostu nie było miejsca. Po jej powrocie wszystkie problemy Birmy minęły.

4. Romek i Rufus

Ich opiekun przygotował się jednak wzorcowo do adopcji, zbierał informacje, dopytywał, a z okazji adopcji maluchów wziął urlop, by móc poświęcić im jak najwięcej uwagi w trudnym momencie aklimatyzacji w nowym miejscu. Byliśmy pod wielkim wrażeniem zaangażowania i zapału - tym bardziej się cieszymy, że to słodkie kocie rodzeństwo będzie mogło wspólnie dorastać pod tak czułą opieką. Życzymy maluszkom wszystkiego najlepszego w ich nowym domu!
edit: Niestety ! Romek i jego braciszek Rufus wróciły z adopcji. To porażka zarówno dla nas jak i dla koteczków. Za każdym razem w momencie adopcji mówimy, że to decyzja na całe życie kota, że kot nie jest przedmiotem i ma swoje uczucia. Chyba nie każdy jednak traktuje poważnie nasze słowa. Tak było i w tym przypadku, gdzie małe trudności, a właściwie awans w pracy spowodował zmianę decyzji i kociaki zostały oddane.

5. Saba - jej opiekunka podjęła pracę.

6. Eulalia

Przez jakiś czas wydawało się, że jej los się odmieni 22 listopada 2007 roku została adoptowana. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Aż pewnego dnia okazało się, że Eulalka uciekła. Podobno podczas mycia okien. Dzięki pomocy wolontariuszy CK oraz członków forum miau.pl udało się ją odnaleźć po, uwaga, miesiącu! Została zwrócona opiekunowi.

Okazało się, że był to wielki błąd...

13 czerwca Eulalka wróciła do CK. Przestraszona, w bardzo złym stanie ogólnym. Wraz z nią przybył Filip, kocurek, który również miał pecha trafić pod "opiekę" człowieka, który zawiódł swoje zwierzęta i ludzi, którzy mu zaufali...

7. Buster - wolontariuszka nie zdążyła go odebrać... Nadal nie wiadomo, co tak naprawdę stało się z kocurkiem...

8. Senea - w domu pojawiło się dziecko...


Za każdym z tych imion kryje się bardzo konkretna tragedia.
Każde z tych zwierząt, nie! - źle powiedziałam: każde zwierzę ma tylko jedno życie - nie ma w nim miejsca na nasze próby i zachcianki. Tyle chyba jesteśmy im winni... Odrobinę odpowiedzialności.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Bardzo proszę o rozpowszechnienie tej wiadomości...

14 kwietnia br. zaginał w Bytomiu na ulicy Żeromskiego 29 czarny kocurek z białym krawatem i małą białą plamką na brzuchu. Ma też nieco nieproporcjonalną budowę: nieco krótsze niż u przeciętnego kota łapki.

Podobno w chwili zaginięcia miał na szyi niebieską obróżkę. Mógł jednak się jej pozbyć.

Na znalazcę albo osobę, która udzieli informacji co do miejsca pobytu Bustera czeka naprawdę wysoka nagroda pieniężna.

Kontakt:
501 926 221


Ewentualnie namiary Fundacji MiauKot:
Telefony:
795 138 858
609 834 036


Adresy mailowe:
fundacja.miaukot@gmail.com
miaukotfundacja@gmail.com

To MKBuster...

Kot, który został wyadoptowany jakiś czas temu. Miał wrócić z adopcji...  Wolontariuszka nie zdążyła go odebrać.


Ludzie, u których przebywał, nawalili na całej linii: owszem, zdarza się, że kot ucieka... Tu jednak mamy do czynienia z dziecinadą, z ukrywaniem tego faktu przed wolontariuszką, która miała go odebrać.
Nie wiemy, czy zaginął naprawdę 14 kwietnia i w jakich okolicznościach do tego doszło.

Szczegóły w wątku Bustera.

1 ... 26 , 27 , 28 , 29 , 30
 
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Zakładki:
Adopcje starszych psów
Adoptuj MiauKotka
Akcje MiauKota
Jak pomóc miaukotkom?
Kontakt
Kumple Królika, tfu! MiauKota ;)
Mruczą w sieci
Podlinkownik Opiekuna
Sterylizacja
Walcz z bezdomnością
 MiauKot Liczniki odwiedzin Najlepsze Blogi pr pr