Blog Fundacji Miaukot: koty szukają domu. Telefony: 606 690 222 lub 609 834 036 mail: fundacja.miaukot@gmail.com

CIACH!Bezdomność

piątek, 15 kwietnia 2011

14 kwietnia do lecznicy trafiła wspomniana w tytule trójka. Wysterylizowano Kachę - kotkę z podwórka, o której wspomniano tu. Wcześniej jednak charrrakterna kocica zdołała ugryźć weta... Tia.... Było poinformować kotecka, że w dobie doskwierającego nam niedoboru lecznic, weta jedynego szanujemy i nie gryziemy! ;)

Razem z nią pojechał Tolek. Pod opieką wolontariuszy przebywa od 23 marca. Wczoraj po raz pierwszy spojrzał na niego inny weterynarz. Oddaję głos Głównemu Łowczemu, który w tym momencie występował w charakterze Tolkowego chłopca do bicia (zastanawiam się, czy jeśli poproszę o zdjęcie rąk, które przeżyły bliskie spotkania z pazurami Bezogonka, dostanę w dziób. A właściwie nie czy, a kiedy :D ), ale do rzeczy:

Tolek był wredny, ale krótko, bo bardzo sprawnie poszło wetowi podanie narkozy. Okazało się, że ogonek nie miał prawa się zagoić, bo był uszkodzony w miejscu, gdzie kończy się jeden z kręgów i po pierwsze, ta kuleczka z kręgu cały czas przebijała skórę i dlatego od dwóch lat Tolek miał co rusz świeżą ranę, a po drugie musiało go to bardzo boleć... Wet stwierdził, że dotykanie, urażanie tego ogona może boleć porównywalnie z  odkrytym nerwem zęba. Może dlatego Toluś był taki osowiały i niechętny do czegokolwiek? Poza tym to młody kot. Zęby ma w idealnym stanie. Końcówka ogona została więc skrócona o jeden kręg i tym samym można było zszyć skórę, żeby więcej nie dochodziło do urazów.

Tolek i Kacha po przywiezieniu były już wybudzone, co po historii Oleńki jest dla nas ważne... Mamy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Oba koty chcemy wypuścić w miarę szybko: Tolek już swoje odsiedział, teraz, kiedy ogonek został odpowiednio zaopatrzony, kocurek powinien sobie poradzić. Kacha z kolei bardzo źle czuje się w niewoli: nie dość, że dziennie demoluje klatkę, w której mieszka, to jeszcze nie chce jeść...

Wciąż mam nadzieję, że znajdzie się dom tymczasowy lub stały, który zainteresuje się Perełką...


Ostatnia koteczka, Miśka, znana jest ze swej megamiziastości, ostatnio brzydko kaszle i krztusi się. Opiekująca się nią wolontariuszka podejrzewa tło alergiczne, gdyż wcześniejsze leczenie pomogło tylko na chwilę. Kotka dostała antybiotyk - na razie stwierdzono tylko zawalone zatoki.

Kilka słów o Miśce: miała już  kiedyś dom, którym cieszyła się AŻ siedem miesięcy: wyadoptowano ją  w czerwcu 2008 r., wróciła  pod koniec stycznia 2009.  Niestety w nowych planach życiowych  "opiekunki" nie było miejsca na Misię i Toscanię (inna kotka, również przebywa pod naszą opieką):  nie zostały nawet przywiezione;  wolontariuszka musiała po nie pojechać osobiście, bo pani planowała zostawić je w lecznicy... Ich historię można przeczytać tutaj.

A oto Misia - 200% miziastości odzianej w bure futro:

Przybij piątkę w kolorze lila!


To dorosła kotka, która będzie świetną towarzyszką ludzi mających duuuużo wolnego czasu, mogących poświęcić kotu naprawdę sporo uwagi: Misia lubi być głaskana, lubi, kiedy się do niej mówi. Potrafi wyegzekwować to, czego jej akurat potrzeba: zimą np. przysłuchiwała się rozmowie wolontariuszki i jej gościa, sygnalizując jednocześnie potrzebę bycia dostrzeżoną, wygłaskaną, dopieszczoną. Zostałą zignorowana i...

(...) w akcie rozpaczy skoczyła na Halinę i zawisła pazurami na płaszczu. Zrobiła to zaraz po tym, jak Halina oznajmiła, że ją na ręce nie weźmie, bo ma czarny płaszcz i będzie cała w kłakach :D

Miśka to najbardziej wymagająca kotka z wszystkich moich miziaków. Ona po prostu nie ma umiaru i koniecznie potrzebuje osoby, która poświęciłaby jej przynajmniej z 20 godzin dziennie na głaskanie. Nie piszę tego w ogłoszeniach, bo obawiam się, że niekoniecznie jest to zaleta kota...

 

Czasem wykazuje się ułańska fantazją:

Ostatnio szukałam dwie godziny Miśki. Byłam już pewna, że zwiała mojej mamie w czasie mojej nieobecności. Chciałam iść szukać na klatkę schodową, do piwnicy i na podwórko. Przed wyjściem coś mnie jednak tknęło i zajrzałam do zamkniętej na frotkę (ciągle otwieranej przez koty z powodu braku zamka) szafki. Miśka spała sobie w niej słodko i zrobiła miau? a mój widok...

Jest na sali ktoś, kto podoła potrzebom Misi?

Telefony kontaktowe :
606 690 222 lub 609 834 036

Adres mailowy:
fundacja.miaukot@gmail.com

wtorek, 12 kwietnia 2011

Oleńka, koteczka w typie syjama złapana na bytomskim podwórku w ramach CIACH!-a, nie żyje...

11 kwietnia wolontariuszka zawiozła kotkę do lecznicy: planowany przegląd pysia, wykonanie testów i podanie leków miało być przygotowaniem Oleńki do wyjazdu - znaleźli się ludzie, którzy odpowiedzieli na nasz apel o dom dla bidy...
Zamieniło się w tragedię...

Ola dostała zbyt wielką dawkę narkozy.

Nie mam już ochoty na łapanie podwórkowców, bo nie wiem, czy w tej sytuacji bardziej im pomogę, czy bardziej zaszkodzę. Oleńka miała bardzo dużą szansę na dobre długie życie, bo znalazł się fantastyczny dom, który ją chciał przygarnąć.

Brykaj wesoła za TM. Może tam nie ma wstrętnych ludzi, którzy zatykają piwniczne okienka, którzy życzą kotom wszystkiego, co najgorsze, bo zostawiły łapki na ich samochodach i tych którzy traktują koty przedmiotowo. Niestety oni znowu wygrali :(

W czym zawiniła Ola?
Nie była miziastym, spokojnym kotem, który pozwoliłby się obsłużyć bez użycia środków "zmiękczających" koci charakter...

Weterynarz przyznał się do popełnionego błędu. Wyraził skruchę, oświadczając przy okazji, że nie będzie już sterylizował naszych kotów...
Fakt faktem, że w związku z zaistniałą sytuacją dalsze korzystanie z jego usług nie miałoby sensu. Tu jednak pojawia się problem: nie mamy lecznicy, w której moglibyśmy sterylizować naszych podopiecznych i złapane bezdomniaki, a
sytuacja  jest nagląca...

Szukamy ochotników, którzy pomogliby nam logistycznie: musimy znaleźć lecznicę, w której pracują weterynarze chcący i potrafiący pracować z podwórkowymi dzikami, które w większości kojarzą człowieka z niebezpieczeństwem. Jest nas za mało, doba ma tylko 24 godziny, do lecznic trzeba dojechać, a "kotobus", czyli prywatny samochód jednej z wolontariuszek tylko jeden. Bez transportu jesteśmy uziemieni :(

Jeśli znalazłby się ktoś zmotoryzowany, kto mógłby poświęcić swój czas, byłby prawdziwym zbawieniem! Na razie chodzi o trasę: Bytom (centrala MiauKota) - Zabrze (lecznica).

Jesteśmy obecnie naprawdę w kiepskiej sytuacji, bo każdego nowego weta trzeba dopiero sprawdzić. Robienie sterylek dziczkom, to nie taka prosta sprawa. Takiemu kotu kaftanika się nie ubierze, niekiedy trzeba kota szybko wypuścić, bo np. odmawia jedzenia w niewoli...

Zgodnie z teorią, że problemy to banda tchórzy trzymających się razem, to nie koniec złych wieści... Ostatnio sterylizowane podwórko przysparza wciąż problemów: non stop ktoś zatyka otwór, którym koty opuszczają piwnice.

Kotów dogląda staruszka, która ma z tego tytułu spore nieprzyjemności. Mieszkańcy kamienicy nie podzielają jej troski o bezdomniaki nawet teraz, kiedy są one wysterylizowane. Ślady łapek na karoseriach to przecież dramat, prawdaż... I koniecznie należy" z tym" (czytaj: z kotami) zrobić porządek.

Mało tego: wypuszczone koty (u nas pozostaje jeszce Perełka i Tolek) również mają problem...W czasie ich nieobecności na podwórko wprowadziła się kotka. Przejęła teren i powiła kocięta... Nowa pani podwórka przepędza z niego starych mieszkańców: karmicielka widziała, jak oberwało się Moli, która pobiegła w zupełnie innym kierunku niż pozostałe koty. Nie wiadomo, gdzie jest i czy zdoła dołączyć do grupy...

Reasumując:

- straciliśmy Olę,
- nie mamy lecznicy,
- nie mamy transportu,
- nie mamy ludzi, którzy mogliby nam pomóc na miejscu.

Co mamy?
- dług do spłacenia - pokrycie kosztów ostatnich sterylek,
- podwórko, z którego wyciachane koty przeganiane są przez nowo przybyłą kocicę,
- maluchy wspomnianej wyżej uzurpatorki...

 

Odechciewa się wszystkiego...

 

sobota, 09 kwietnia 2011

Część pierwsza  zapisków z wiosennych MKłowów A.D. 2011 znajduje się tutaj. A co dzieje się na wspomnianym tam drugim podwórku?

Na celowniku znalazła się Łatka i Tomeczek. Wg karmicielki kotka jest matką kotów łapanych na poprzednim podwórku.

Kocurek już się na blogu pojawiał - tak wygladał rok temu:

I nieco później:

Jego siostra jesienią gdzieś przepadła...

Niestety Łatka nadal nie zainteresowana jedzonkiem całkowicie ignoruje MK łowców (Łowców-kropka-MK :D). Podwórko jest rzeczywiście ogromne i Łatka bywa na nim wszędzie:

Za tym szlabanem jest druga, a dalej trzecia część podwórka.

Tomeczek złapał się 3 kwietnia w samo południe:

Ponieważ bardzo się tłukł w klatce-łapce, szybko został przełożony do transporterka i zaokrętowany w ciachowej poczekalni.  Zamknięty w  klatce wystawowej uspokoił się i od razu spodobała mu się kuweta.

5 kwietnia Tomeczek został wyciachany. Bardzo bronił swojej męskości i przed wizytą u weta zwiał  z klatki. Na szczęście udało się go w porę złapać i termin nie przepadł. Pojechał na zabieg  mocno przegłodzony, bo odmawiał konsumowania czegokolwiek na znak protestu przeciwko utraconej wolności. Do zmiany nastawienia skłonił go dopiero gotowany kurczak - próba zrekompensowania zaserwowanego przez weta luzu pod ogonem ;)

Cudowne właściwości kury doceniają też Tolek i Perełka. Tolek z martwicą ogonka

dostaje smakołyk, ponieważ przemyca sięw nim metronidazol (eksterminacja lamblii w toku), zaś Perełka

nie uznaje puszek ni suchego... Jak radzi sobie na podwórku?

6 kwietnia Tomeczek wrócił na swoje włości. My możemy mieć tylko nadzieję, że nie trafi w swoim życiu na ludzi, którzy zechcą zrobić mu krzywdę. W tym kontekscie rozmiary podwórka, które utrudniają wyłapanie kotów, zwierzakom dają szansę na przeżycie.

Może komuś zapadnie w oko i serce Perełka?
Jak potoczą się losy Tolka i Oleńki? Czy znajdą się dla nich domy - choćby tymczasowe - w których dojdą do siebie?
I gdzie jest Bolek?

Jeśli chcesz wesprzeć akcję sterylizacji bezdomniaków, zerknij niżej:

Fundacja Pomocy Zwierzętom MiauKot
pl. Gen. Sikorskiego 2/2
41-902 Bytom
nr konta: ING Bank Śląski 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

płatności zagraniczne kod:

SWIFT: INGBPLPW

IBAN: PL 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

Koniecznie dopisz w przelewie hasło CIACH!

LICZY SIĘ KAŻDA ZŁOTÓWKA!

Przynajmniej ta ich część, która spokojnie mogła wrócić na swoje podwórko. 2 kwietnia wypuszczeni zostali: Ala, Lola i Bolek. Najbardziej zadowolona z powrotu na stare śmieci była Lola, reszcie podobał się spokój i pełna miska. Niżej fragmenty relacji wolontariuszki - głównego bytomskiego miaukotowego łowczego ;)

Ala, to bardzo spokojna koteczka. Cierpliwie siedziała w klatce i nawet nie odsuwała się za bardzo jak się klatkę sprzątało. Myślę, że te dwa koty były by szczęśliwe, gdyby znalazły dom, niestety brak domów tymczasowych nie pozwala nam na konkretne wyciąganie kotów z bezdomności :(


Tolek musi jeszcze posiedzieć u nas. Nie podoba mi się jego stan. Za dużo sika, nawet na legowisko, chociaż z kuwety też chętnie korzysta. Do tego ma bardzo brzydkie qpale i coś mi się widzi, że to mogą być lamblie. W dalszym ciągu prawie przez cały czas śpi.

Mola niestety też będzie musiała u nas posiedzieć dłużej z powodu pogryzienia wetki. Jeżeli chodzi o tego kota, to nieszczęście dla nas i dla niego. My się boimy, że nam nawieje przy sprzątaniu klatki, a Mola jest nieszczęśliwa z powodu uwięzienia i non stop kombinuje, jak by tu klatkę opuścić.


Perełka ma bardzo brzydkie oczęta. Całe czerwone, załzawione i wygląda jakby miała zapalenie spojówek. Też nie wiem, czy nie będzie jej trzeba antybiotyku podać.

Tego samego dnia rozpoczęły się przygotowania do wyciachania sąsiedniego podwórka.

Była Łatka, ale już ja ktoś nakarmił i nie była w ogóle zainteresowana jedzonkiem w klatce. Próbowałam na walerianę, ale w sumie przegoniła mnie po całym podwórku i do klatki nie weszła. Obawiam się, że tak łatwo mi tym razem nie pójdzie, bo podwórko jest ogromne i zarówno Łatka jak i pozostałe koty bywają tam wszędzie. Ponieważ zrobiło się ciepło, nie ma ich o stałej porze w miejscach karmienia. Druga koteczka, którą tam dokarmiam, była np. widziana wczoraj na podwórku, na którym wypuściłam koty. Doniosła mi o tym ich karmicielka.

Jak przebiegały łowy?

O tym w następnym poście...

I wiadomości z ostatniej chwili (z 9 kwietnia):

Zginęły mi kotecki, które ostatnio ciachałam. Szukałam ich parę dni. Wczoraj znalazłam dwa. Brakuje mi jeszcze tylko Bolka. Kotki opuściły swoje podwórko. Może się im nie dziwię, ale mogły mi coś powiedzieć ;) Teraz siedzą na podwórku obok, tam gdzie ostatnio chciałam złapać kotkę.
Przy okazji o mało co zawału nie dostałam, bo jacyś ...  urządzili sobie na tym podwórku zabawę pod tytułem "Kto trafi kamieniem w Łatkę"...
Jeszcze nie ma wakacji, a dzieci już się nudzą... :(
Na szczęście nie odkryli miejsca karmienia kotów.


Dalej szukam Bolka. Mam teraz dylemat, gdzie wypuścić Perełkę i Molę. Nie wiem, czy na tym podwórku, gdzie były, coś się nie wydarzyło, bo jest jakoś wyjątkowo posprzątane i nawet nikt dziwnych kości nie wyrzuca. Babcia od kotów nic nie wie i sama szukała kotów po piwnicach...


sobota, 02 kwietnia 2011

W poprzednich notkach pisaliśmy o przebiegu łapanki na jednym z bytomskich podwórek. Koty - już wysterylizowane - dochodzą do siebie i wkrótce wrócą na podwórko. Przynajmniej część z nich. Mamy problem z Olą: młodziutką kotką w typie syjama.

Nie wiemy, co jej jest: nawet weterynarz był bardzo zaskoczony tym, co zobaczył w pyszczku kotki: Oleńka okazała się z całej gromadki kotem najmłodszym, a mimo to w najgorszym stanie. Nie dało się jednoznacznie wykluczyć urazu, może ktoś ją uderzył i nieleczone urazy zmieniły się w potworny stan zapalny? Możliwe też jest, że będzie to przewlekła choroba dziąseł, np. plazmocytarne zapalenie. Przy następnej wizycie zobaczymy, na ile pomogł zabieg usunięcia zepsutych zębów i jak zadziałały leki. Obecnie zerkniecie do pysia jest niewykonalne :(

Karmicielka, która dokarmiała koty na tym podwórku, powiedziała nam, że koteczka radzi sobie bardzo źle, jest przeganiana przez inne koty, często przez wiele dni nie wychodzi ze swojej piwnicznej kryjówki. Rzadko kiedy przychodziła też do jedzenia. Jedną z wesji, którą bierzemy pod uwagę, jest to, że uciekła komuś, albo została wyrzucona i zupełnie nie potrafiła sobie poradzić na wolności. Na chwilę obecną jest to kotka, która nie szuka kontaktu z człowiekiem, nie daje się głaskać, brać na ręce czy kolana. Ma apetyt, czasem pozwoli na delikatne muśnięcie futerka, po czym jednak się odsuwa.

 

Na razie przebywa w pustym mieszkaniu.  Za tydzień dostanie drugą dawkę leków, długo działający steryd i jeśli do tego czasu nikt jej nie zechce, zostanie wypuszczona. Nie jesteśmy w stanie poświęcić jej tyle czasu, ile trzeba.  Jest bardzo pięknym kotem. Ma piękne czekoladowe znaczenia i błękitne oczy.

Przebywa w Bytomiu.

Telefony kontaktowe :
606 690 222 lub 609 834 036

Adres mailowy:
fundacja.miaukot@gmail.com

niedziela, 27 marca 2011

Część pierwsza wpisu skończyła się na tym, że mamy osiem kotów złapanych na jednym z bytomskich podwórek.

Oddając bezdomniaki w ręce weterynarza, staramy się zrobić dla nich wszystko, co w danej chwili jest możliwe. Koty zostają odpchlone, o ile są zdrowe i mocne są też odrobaczane. Robimy przegląd ząbków i sprawdzamy, czy nie mają świerzbowca w uszkach. Zdarza się, że niektóre koty trzeba leczyć, zanim się je wypuści lub zdecyduje na pozostawienie do adopcji, bo na podwórko trafić już nie powinny. Takimi przypadkami szczególnymi są Tolek i Ola.


W najgorszym stanie jest Ola – syjamka. Powinna przejść długie leczenie: po dwóch tygodniach powtórka tłuczenia tasiemca, potem sterydy + antybiotyk. Na razie wszystkie koty, które zostały wyciachane, oprócz Toli (czarna kotka z białymi skarpetkami, ta się miała najlepiej) dostały convenie tj. antybiotyk 14 dniowy. Ola z uwagi na chore dziąsła miała też zrobione badania krwi, które na szczęście wyszły dobrze. Problem z Olą jest taki, że jak na razie jest potężnie przerażona i trudno się nią zajmować.

 

Tolek to kocurek z połówką ogonka.
Weterynarz nie mógł połączyć kastracji z obcięciem ogona, na którego końcówce stwierdzono martwicę i stan zapalny, więc kot dostał tylko antybiotyk. Jeśli zdecydujemy się na usunięcie tego fragmentu zmienionego chorobowo, kot nie będzie mógł wrócić na podwórko: nie da sobie rady ze wyskakiwaniem i utrzymaniem równowagi. Ogon trzeba by było usunąć u nasady. Nie wiemy też, jak bedzie przebiegał proces gojenia, czy stan zapalny minie po jednym antybiotyku. Jak na razie nie wiemy też, jakie Tolek ma usposobienie. Praktycznie cały czas śpi, wstaje tylko żeby coś zjeść i załatwić się w kuwecie. Na szczęście apetyt ma dobry. Może odsypia podwórkowe życie?

I refren:  każda złotówka przelana na fundacyjne konto, opisana słowem CIACH, przeznaczona zostanie na  zaopiekowanie się złapanymi bezdomniakami. Czekają nas pilne porządki na kolejnym podwórku: spieszymy się, by zdążyć przed wiosennym wysypem kociąt :(

Fundacja Pomocy Zwierzętom MiauKot
pl. Gen. Sikorskiego 2/2
41-902 Bytom
nr konta: ING Bank Śląski 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

płatności zagraniczne kod:

SWIFT: INGBPLPW

IBAN: PL 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

Niżej kontynuacja tematu zapowiedzianego w tej notce.

20 marca

Zainstalowano w podwórkowym warsztacie, czy raczej pracowni rzeźbiarza, wszelkie urządzenia: klatki i transportery, mające umożliwić wyłapanie bezdomniaków. Kiedy udało się przekonać mieszkańców kamienicy co do słuszności akcji Ciach!-ania, okoniem stanął kto? Łapkowy.

Naczelny bytomski kocur rozpłodowy, cwany i nieuchwytny, szafujący swym materiałem genetycznym wszędzie, gdzie tylko to możliwe. Podwórkowcy pochowali się, nie chcąc wchodzić w drogę samcow alfa ;) Przygotowania wzięły w łeb.

22 marca

Znaleziono kota, którego nie widywano na podwórku przez kilka dni. Delikwent przez przypadek zamknięty został w pracowni.  Ponieważ pełna jest ona zakamarków i wszelakich przydasiów, kot miał się gdzie schować, a kiedy chciał wyjść, nie było już oddźwiernego, który by mu to umożliwił. Wolontariuszki skupiły się na lapaniu jego kolegów cieszących się (jeszcze) wolnością.

Jedno kocię weszło nawet szybko. No i na tym się skończyło. Koty się gdzieś rozeszły. Po przeszło godzinie wyszedł z piwnicy kot. Wszedł nawet do klatki, wszystko zeżarł i se poszedł. Żyrafa jakaś, czy co, bo w klatce naprawdę trudno dostać do miejsca z jedzonkiem, nie stając na zapadce.

Oto zdobycz (kotka):

Zastawiono też pułapkę na kota uwięzionego w pracowni.

23 marca

Białasiątko złapało się. Rano kot był w klatce i teraz jest już u nas. W pierwszej wersji chciałyśmy wstawić klatki wystawowe do pracowni, ale wczoraj tam było zimniej niż na dworze. Poza tym ciemno i strasznie brudno. Tak więc miejsce to służy tylko do przechowywania rzeczy do łapanek. Szkoda, że CiachCentrum nie gotowe.  Nie wiem jak długo te koty będą u nas przebywać, bo nie możemy ich  wypuścić, póki nie złapie się ostatni z podwórka . Jest ich tam tak dużo, że pewnie ciągle łapałybyśmy te same. Kotka z wczoraj nic nie zjadła. Boję się, że ze stresu chce się zagłodzić i tu wariant trzymania kotów się komplikuje...
Dziś ciąg dalszy, bo trzeba się śpieszyć. Najbardziej zależy mi na tej już ciężarnej kotce, ale wczoraj jej nawet nie było.


24 marca

Wysterylizowano pingwinkę i białaska, który okazał się młodziutkim kocurkiem. Otrzymał robocze imięBolek. Kotka -  Lola - jest trochę starsza, wg weta może mieć około trzech lat. Bolek w transporterku był przestraszony, ale nie agresywny, natomiast Lola chciała zamordować wszystkich wokół.

Lola po zabiegu:

Tego samego dnia złapano jeszcze trzy koty:

Łapkowy nie dał o sobie zapomnieć: pojawił się na podwórku i oznaczył obficie klatkę- łapkę ^^

25 marca

Wczorajsze koty wylądowały w lecznicy, wolontariuszka zaś wróciła na podwórko, by dokończyć dzieła. Podwórko patrolował Łapkowy, ale udało się złapać Tolę:

I w tym miejscu składamy wielkie, wieeelkie podziękowania weterynarzowi, który zgodził się - mimo nawału pracy - wyciachać jeszcze i tę macicę ;)

Kolejna wizyta na podwórku zaowocowała złapaniem takiego cuda:

26 marca

W klatce wylądował ostatni kot:

Kocio ma bardzo obtartą skórkę na środkowej części tylniej łapki. Nie wiemy, czy to uczulenie, czy gdzieś łapę włożyło.

 

Tak więc mamy: Lolę i Bolka, Alę, Olę syjamkę i Tolka bez ogonka, Tolę i Perełkę oraz Molę/Molka. To osiem kotów, o które trzeba zadbać, bo sterylki to nie wszystko.

Informacje o Tolku bezogonku i Oli w następnej notce. Nie wiadomo jeszcze, co dzieje się z nóżką Moli.

Bardzo prosimy o wsparcie finansowe. Wystarczy wpłacić dowolną kwotę na konto fundacji (z dopiskiem "ciach" w tytule przelewu), a każda złotówka zostanie wykorzystana na zmniejszenie kociego nieszczęścia.


Fundacja Pomocy Zwierzętom MiauKot
pl. Gen. Sikorskiego 2/2
41-902 Bytom
nr konta: ING Bank Śląski 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

płatności zagraniczne kod:

SWIFT: INGBPLPW

IBAN: PL 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

 

Wątek, w którym prowadzimy ewidencję wysterylizowanych kotów, można śledzić tu.

Zamiennik i Pomyłka mają się dobrze. Wciąż trzymają się razem. Parka została wysterylizowana latem minionego roku, wcześniej zdążyła jednak zasilić  zasoby fundacyjnych podopiecznych ośmiorgiem swoich potomków: . Na ich podwórku zapanował spokój. Dokarmiane, mogą funkcjonować w miarę bezpiecznie.

Na widelcu znalazło się kolejne bytomskie podwórko. Wolontariuszka wypatrzyła na nim koty wymagające szybkiej interwencji.

Podwórko, na którym są te koty, praktycznie jest ich więzieniem, bo nie ma z niego stałego wyjścia. Brama wjazdowa ma zamontowaną kratę, która jest tylko czasowo otwarta, jak ktoś wjeżdża i nie chce mu się jej zamknąć. Właśnie jak wracałam z pracy, otwarta kuta brama zwróciła moją uwagę. Spojrzałam na podwórko, a tam kot goni gołębia. Podkusiło mnie, żeby tam wejść i okazało się, że to nie jedyny kot na tym podwórku.

Zwierzaków naliczono pięć. Ruszyła akcja dokarmiania bezdomniaków: taki chwyt marketingowy: Wymień klejnoty rodowe lub macicę na pełną michę.  Bierzemy wszystko ;)

Wkrótce pojawił się też problem: okienko, przez które koty wychodziły z piwnicy, zostało przez kogoś zablokowane płytą. Koty znalazły się w potrzasku.

Oto część z nich:


To zresztą nie jedyna trudność, na którą można natrafić, dokarmiając bezdomne koty. Na podwórku Zamiennika i Pomyłki najwyraźniej doszło do nieszczęścia, na co wskazują walające się tam szczątki taśmy policyjnej. Jeśli mieszkańcy zdecydują o naprawieniu bramy, zniknie możliwość dokarmiania tej niezwykłej kociej pary.

Inne podwórko: kamienica będąca siedzibą bezdomnej kotki znajduje się w fatalnym stanie technicznym, jeśli zapadnie decyzja o zamurowaniu wszelkich otworów, a kotka akurat będzie w środku... Przykłady, niestety,  można mnożyć.

Wg relacji jednego z mieszkańców, etatowych bezdomniaków jest siedem. Czasem pojawiają się jakieś mruczki dochodzące.

cdn.

 

Bardzo potrzebna jest nam pomoc finansowa na opłacenie zabiegów i zakup karmy. Nie pozostawiamy kotów, które wyCIACH!-aliśmy, samym sobie, stąd koszta wyżywienia wszystkich wciąż rosną. Do tego dochodzi opieka medyczna, odrobaczanie, odpchlanie i tym podobne.

O ile cieszy nas każdy wyciachany bezdomny mruczek, o tyle martwi strona finansowa akcji ciachania bezdomności, dlatego też każda złotówka przelana na fundacyjne konto (z dopiskiem: Ciach!) jest dla nas  na wagę złota.

 

 

sobota, 19 marca 2011

W miechowickim lesie, za hałdami, żyje stado kotów. Są dokarmiane przez naszą wolontariuszkę. Wszystkie kotki parę lat temu zostały przez nas wysterylizowane i od tego czasu nie ma tam przyrostu populacji. Praktycznie wszystkie to dzikusy, koty wolne, nieszukające bliższego kontaktu z człowiekiem. Wyjątkiem jest najstarsza kotka, Pastelówka, która żyje w lesie od około 15 lat i praktycznie nie opuszcza mieszczącej się tam pracowni męża naszej wolontariuszki.

Jednym z członków stadka był ten kocurek (zdjęcia sprzed trzech lat):


Historia Cezara, a przynajmniej opisana niżej jej część, rozpoczęła się 6 marca, kiedy to wolontariuszka MiauKota przywiozła  wynędzniałego kocurka z lasu. Oczu w ogóle nie było widać, pyszczek pokrywała warstwa ropy utrudniająca oddychanie. Zwierzak był wychudzony i bardzo słaby. Jego sytuacji nie poprawił fakt, że na miejscu próbowano mu pomóc... pojąc go mlekiem.

Trafił do tymczasowego lokum, bez szans na dłuższy pobyt.
Nie wiemy, jak to się stało, ale Cezar to obecnie mruczący kotek. Przymila się, lubi głaskanie i pieszczoty. Można przy nim wszystko zrobić, bez problemu połyka tabletki. Nie wiemy kiedy i dlaczego nastąpiła ta metamorfoza: czy kot kot stwierdził, że potrzebuje pomocy człowieka, czy może ktoś go bez sensu oswoił i zostawił na pastwę losu nadal w tym lesie. Mimo tego że kot jest tak długo na wolności, bez problemu korzysta z kuwetki, nie zdarzyło mu się w mieszkaniu gdziekolwiek indziej nabrudzić i jak na razie na szczęście nie znaczy terenu.

Po kilku dniach i ddrożonym leczeniu stan kota nieco się poprawił, choć dalej to obraz bidy z nędzą. Doprowadzenie go do formy potrwa jeszcze długo. Po kilku dniach nie było już ropy, ale oddech nadal pozostawał ciężki. Tak wygląda teraz (już w trakcie leczenia):

Badania moczu wskazały obecnosć krwi, a w biochemii wyszedł podwyższony mocznik. Ma zapalenie oskrzeli, zwalczane antybiotykiem. Czeka go czyszczenie ząbków, bo na dziąsłach pojawiły się paskudne nadżerki. Zmiany w paszczy daja nadzieję, że wyniki nie są spowodowane chorobą nerek, a jedynie skutkiem stanu zapalnego, którego przyczyny da się usunąć. 


Filmik, a którym widać, jak zachowuje się dziki kot z lasu ;)

 

Cezar za okazaną mu pomoc codziennie odwdzięcza się porcją mruczenia, a może zagaduje, żeby go już na tę wspaniałą wolność nie wypuszczać? Nie podjęłyśmy jeszcze decyzji, czy będziemy szukać dla niego domu, bo obecny dom tymczasowy, w którym kot przebywa, jest naprawdę bardzo tymczasowy i nie mamy go później dokąd przenieść. W związku z tym nie prosimy też o wirtualną adopcję dla niego, niemniej bardzo przydałaby nam się pomoc. Mamy na utrzymaniu ponad 50 kotów, dodatkowe koszty związane z leczeniem Cezara i drogą karmą specjalistyczną dla nerkowców bardzo nas obciążają.

Prosimy, pomóżcie Cezarkowi wrócić do zdrowia.


Fundacja Pomocy Zwierzętom MiauKot
pl. Gen. Sikorskiego 2/2
41-902 Bytom
nr konta: ING Bank Śląski 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

płatności zagraniczne kod:

SWIFT: INGBPLPW

IBAN: PL 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

poniedziałek, 07 lutego 2011

W minionym tygodniu wyCIACHane zostały kolejne kocięta: Wowek, Soda i Koko, co oznacza, że podobny los czeka jeszcze tylko Balbinę, Antonia, Grację i Milkę.

Niżej nieco matematyki: powstałe "dziury" pokrywane są z prywatnych kieszeni wolontariuszy. Bardzo potrzebna nam pomoc...

Od lutego minionego roku (wtedy powstała fundacja) wyciachaliśmy 53 zwierzaki. Koszt zabiegów w 2010 roku wyniósł  3315 złotych, czyli tj. 110,5 Ciacha. Na konto - z jasnym wskazaniem, że kwota ma być przeznaczona na sterylizację bezdomniaków - wpłynęła równowartość 28,94 Ciachów.

W 2011 roku koszt zabiegów: 840 zł, tj. 28 Ciachów (stan jeszcze sprzed kastracji Sody, Koko i Wowka). Wpłynął 1 ciach.

Dokładne zapiski ciachnięć można śledzić w tym wątku.

A żeby nie kończyś w minorowym nastroju, oto jak bawi się  następnego dnia po kastracji kocurek, który - jak widać - bardzo przejął się faktem posiadania na karczychu kołnierza:


Jutro po Wowka przyjeżdżają jego nowi Ludzie :) Na domy wciąż czekają siostry: Sodzian i KokoDylek (link na górze notki).

czwartek, 07 października 2010

6 października wyCIACH!ano matkę-kotkę.  Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, para niezwykłych bytomskich kotów wróci na swoje podwórko.

I tu koniec dobrych wieści: ktoś próbował ukraść drzwi zamykające piwnicę, z której pochodzi pierwsza transza piwniczniaków. Pomieszczenie stoi zupełnie puste, nikt z lokatorów kamienicy z niego nie korzystał. Chcieliśmy przerobić je na kocią noclegownię, w której Zamiennik i Pomyłka mogliby się chronić  przed nadchodzącymi mrozami.  Drzwi co prawda stoją, gdzie stały, zamki jednak są tak skutecznie wygięte, że praktycznie nie do ruszenia...

Musimy szukać innych rozwiązań.

czwartek, 02 września 2010

Historia kociej rodziny z bytomskich piwnic, ogrom kociej biedy odkrytej w dzielnicy, w której wolontariuszki Miaukota poszukują Angelo, niewyciachane kotki żyjące na innych bytomskich podwórkach dramatycznie przypominają o CIACH-aniu.


W akcji sterylizacyjnej zastój, tym gorszy, że  kotki, które umkną skalpelowi w tym roku, rozmnożą się, potęgując problem... Niektóre karmicielki udało się skłonić do współpracy, przekonać o konieczności sterylizowania zwierząt. Chcą pomóc, a my... najpierw namawiamy, teraz musimy grać na zwłokę. Powód? Brak funduszy.

Jeden Ciach wart jest trzydzieści złotych. Załóżmy - w zaokrągleniu - że na jednego kota przypadają trzy ciachy. Wdzięczni będziemy za każdą wpłatę... Od lutego - dzięki ludziom, którzy zasilili nasze konto - udało się wysterylizować 24 koty. Cieszymy się z tego wyniku, ale to wciąż mało...Nie możemy odpuścić, bo zaprzepaści się to, co już zrobiono.

 

Koszt zabiegów: 1805.- zł tj. 60,17 Ciacha

Licznik wpłat: 23,07 Ciachów

Te liczby niestety mówią same za siebie :(

 

 

No i dramatycznie potrzebne są fundusze na zakup dużej klatki, która pozwoli oswoić i ogarnąć grzybka piwnicznych ZArAZków.

Wszystkie nasze klatki są zajęte: w jednej przebywa chory Kacperek, w drugiej Pomyłka z maluchami...

(Orientacyjny koszt: około dwustu złotych...)

 

 
1 , 2
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Adopcje starszych psów
Adoptuj MiauKotka
Akcje MiauKota
Jak pomóc miaukotkom?
Kontakt
Kumple Królika, tfu! MiauKota ;)
Mruczą w sieci
Podlinkownik Opiekuna
Sterylizacja
Walcz z bezdomnością
 MiauKot Liczniki odwiedzin Najlepsze Blogi pr pr